niedziela, 26 czerwca 2011

W odwiedzinach

25 czerwca 2011r. Dziś Pani zabrała mnie i Małego M. w odwiedziny do Dziadków i Rodziców. Chciała się mną pochwalić:) Dziadkowie mieszkają na 3 piętrze, więc miałem do pokonania sporo schodów, ale udało się. No i jechałem samochodem: najpierw z przodu, ale przeszkadzałem Pani w zmianie biegów, więc przesadziła mnie na tył, tzn. Mały M. został posadzony na siedzeniu pasażera, natomiast ja, po wielu prośbach, groźbach i szturchnięciach, wdrapałem się na tylne siedzenie (w zasadzie Pani mnie tam wciągnęła). Nie powinienem narzekać, miałem całą kanapę dla siebie, ale nie umiem się przekonać do jazdy samochodem... No a Dziadkowie, gdy mnie zobaczyli, stwierdzili, że Pani już całkiem zwariowała... Ale wizyta się udała, skubnąłem nawet trochę słodyczy - Babcia nie mogła się oprzeć mojemu proszącemu spojrzeniu:)
U Rodziców też było fajnie. Mają kawałek ogródka i też pieska. To sznaucer miniaturka, zwie się Rocky. Trochę się złościł, bo Pani rzucała mi Jego zabawkę-świnkę. Tak więc Pani rzucała świnką, a ja aportowałem. Bardzo to lubię. Pani ostatnio kupiła i mi, i Sonii takie pomarańczowe bumerangi do aportowania i teraz, jak wychodzimy razem na spacer, to biegamy za swoimi zabawkami. Jak już złapię taką zabawkę (czy nawet patyk), to lubię ją podrzucać:) Wygląda to tak, jakby zabawka mi uciekała, a ja dalej ją wtedy gonię. Pani przez chwilę filmowała tę naszą zabawę. Powiedziała, że umieści filmik na moim blogu, jak tylko nauczy się to robić:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz