wtorek, 3 stycznia 2012

Temat przemaglowany, czyli drugi pies

Oj, maglowali to Państwo i maglowali. A wyglądało to tak...
PAN twierdził, że nie można mnie skazywać na wielogodzinne, samotne przebywanie w domu. Szczególnie, że wcześniej była też Sonia, a teraz na całe dnie zostawiają mnie samą. Więc pewnie mi smutno, pewnie tęsknię, pewnie się nudzę, pewnie zaraz zacznę niszczyć meble...
Co to, to nie. Mnie tak jest dobrze. Mam przecież zabawki, a poza tym śpię. Lubię spać. Uwielbiam spać. Cały czas śpię. Jest cicho i spokojnie, więc od momentu, gdy udało mi się w domku odstresować i uspokoić, i mój sen jest głęboki, jestem szczęśliwa, gdy śpię. Absolutnie się nie nudzę, może trochę tęsknię, ale smutno mi nie jest i niszczyć nic nie zamierzam. Dobrze jest, jak jest.
PANI, mimo głośnego sprzeciwu wobec twierdzeń Pana, non stop siedzi na stronach Psitula i przygląda się tym smutnym mordkom, wczytuje się w ich losy i nie może się nadziwić, jak można wziąć do domu pieska i oddać go po kilku dniach, bo ten wyje i niszczy, gdy zostaje sam, czy też dlatego, że nową panią przeraża spojrzenie czworonoga. To nie widziała jego oczu, gdy brała go do domu?!
Na szczęście stanęło na tym, że ja na razie wystarczę. Całkowicie. Sprawiam wystarczająco dużo kłopotów (spacerki, goście) i obecnie trzeba popracować nade mną (i ze mną). Może kiedyś? Teraz to nawet ja nie chcę, bo nie wyobrażam sobie, jak miałabym się dzielić Panią i Panem? Są moi, są dla mnie i koniec... Na teraz koniec. Temat przemaglowany, wyczerpany, zamknięty. Przynajmniej na jakiś czas...

Kiełbaska

To takie wtrącenie, dygresja jakby... Pańcia ma dziś dzień komputerowy: siedzi, czyta, pisze, w zasadzie bez przerwy oczy wlepione w monitor. Te przerwy to na przykład na zrobienie Małemu drugiego śniadanka... No bo jak Pańcia ma urlop, to przecież Mały nie chodzi do przedszkola, więc siedzimy sobie we trójkę w domku. No więc była przerwa na przygotowanie paróweczek dla Małego. Mały przyszedł, zjadł dwie z trzech, powiedział, że już nie może i pobiegł się bawić. A trzecia paróweczka została na talerzu na stole. I pachnie... A w zasadzie to pachniała...
Krążyłam wokół tego stołu i krążyłam, a Pańcia co chwilę zerkała w moją stronę surowym wzrokiem i powtarzała "nie wolno". No więc ślinka mi ciekła, ale cóż było robić... Spoglądałam to na Pańcię, to na kiełbaskę i czekałam. Na co tak czekałam? Na odpowiedni moment oczywiście:) Czekałam i czekałam, aż się doczekałam:) Pańcia tak się skupiła na tym swoim komputerze, że przestała zwracać na mnie uwagę. To był moment. Jeden jedyny, ale wykorzystany w całości:) Zrobiłam "kłap" i tyle zostało z kiełbaski. Tyle, czyli nic.
Dooooobra była... Mniam...
Pańcia za to nie była za bardzo zadowolona, ale to przecież nie moja wina, że aż tak wciągnął Ją komputer... ;)

I co u nas?

W końcu usiadłyśmy do komputera:) To znaczy, Pańcia usiadła, ja chyba wolałabym się pobawić... Ale cóż, zaległości trzeba nadrobić... Strasznie dużo czasu minęło od dnia, gdy ostatni raz coś pisałyśmy..
Po odejściu Sonii szybko okazało się, że posiadam gigantyczne pokłady... STRACHU i STRESU. Do tego stopnia przerażają mnie różne dźwięki, że pewnego ranka paraliżujący strach nie pozwolił mi wyjść z domku na spacerek. Pan opowiedział to Pańci. Ta oczywiście nie uwierzyła, bo przecież na popołudniowych spacerkach nie było ze mną problemu. Do czasu...
To chyba było na początku grudnia. Pańcia założyła mi obrożę, zapięła smycz i poszłyśmy. Trawniczek pod oknem, uliczka, drugi trawniczek, parking, trzeci trawnik i... Wystraszyłam się okropnie! Najpierw autobus, potem auto, jeszcze jedno auto, znowu autobus... To było straszne!!! Zaparłam się wszystkimi czterema łapkami, schowałam pod siebie ogonek, skuliłam uszy i zaczęłam ciągnąć w stronę domku. Ale Pańcia się uparła i na siłę chciała iść w drugą stronę. A ja bałam się tak bardzo, że całym ciałem przywarłam do ziemi i już, już prawie schowałam się pod stojące na parkingu auto, gdy na horyzoncie pojawił się Szalony Labrador. Ze swoim Panem oczywiście. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak wiele to spotkanie zmieni w moim zestresowanym i zalęknionym psim życiu...